Witam, chciałam napisać amatorską rzecz jasna książkę i ten blog będzie właśnie o tej książce. Będę tutaj pisać coraz to nowe rozdziały i mam nadzieje, że mi pomożecie w pisaniu i chętnie będziecie tego bloga czytać. Pozdro irana797 :)
Tłumaczenie
czwartek, 11 lipca 2013
To może tak na pożegnanie fragment 2 rozdziału
Kiedy obudziłam się za oknem było jeszcze ciemno. Usiadłam na łóżku i gdy doszłam w miarę do siebie przypomniałam sobie dzisiejszy sen. Śniła mi się mama. Był ciepły, słoneczny dzień. Szłam przez polanę kiedy zobaczyłam ją stojącą przy stajni. Wołała mnie a ja pobiegłam w jej stronę. Chciałam jak najszybciej zająć miejsce przy niej, ale poruszałam się jakby w zwolnionym tempie. Gdy byłam już w połowie drogi, z lasu wyszedł potwór czarny jak smoła, który podszedł do mamy a ona odwróciła się do niego uśmiechnięta. Stałam jak sparaliżowana, ale gdy mama wzięła go za rękę i odwróciła się w stronę lasu zaczęłam wołać żeby uciekała lecz ona tylko odwróciła się i z szerokim uśmiechem powiedziała "Nie bój się skarbie to przecież tylko tatuś". Wołałam "Mamo, mamo wróć do mnie!", ale ona mnie nie słuchała. Próbowałam ruszyć się z miejsca lecz nogi wrosły mi w ziemię więc mogłam tylko patrzeć jak odchodzą. Kiedy zniknęli za ścianą lasu kończyny jakby uwolnione od jakiegoś zaklęcia oderwały się od podłoża co pozwoliło mi pobiec w ich stronę. "Może nie jest jeszcze za późno" -pomyślałam, dając sobie nadzieję lecz w głębi serca wiedziałam, że to już koniec. Gdy dotarłam na miejsce, w którym zniknęli rozejrzałam się wokoło aby poszukać jakichkolwiek śladów. Nagle usłyszałam krzyk i nie czekając dłużej podążyłam za głosem wołającym o pomoc cały czas mając nadzieję, że to mama. Nie myliłam się. Schowłam się w krzakach i siedząc na wilgotnej ziemi obserwowałam całe zajście. Matka stała przy moim drzewie patrząc w oczy stwora, który nerwowo oblizywał wargi. Czarna postać położyła "ręce" na łokciach mamy cały czas na nią patrząc. Oboje wyglądali na szczęśliwych, na ułamek sekundy opuściły mnie wszelkie obawy. Nagle potwór uniósł ją i całe dobre wrażenie przeminęło z wiatrem a ja zaczęłam się na powrót martwić. Bez dłuższego zastanowienia wsadził sobię mamę do ust i szybko połknął. Zanim doszło do mnie to co się właśnie stało oprawca odwrócił się w moją stronę i patrząc mi w oczy zaczął się do mnie przybliżać. W jednej sekundzie byłam już na nogach i biegłam przez las na polanę, gdyż sądziłam, że tam będę bezpieczna. Pędziłam ile sił w nogach, mijałam drzewa, przeskakiwałam mniejsze krzewy, nie zwracałam uwagi na otarcia i krew lecącą z różnych części mojego ciała. Las zdawał się nie mieć końca. W pewnej chwili zauważyłam przebłyski miejsca, do którego tak rozpaczliwie próbowałam się dostać. Biegłam w stronę jasnego, ciepłego światła, ale zanim zdążyłam nacieszyć się osiągniętym celem, potknęłam się o korzeń wystający z ziemi. Wstając poczułam ostry ból w kolanie, jednak popatrzyłam na nie tylko przez chwilę, bo usłyszałam za sobą szelest liści i łamanie gałęzi. Byłam przerażona, zrozpaczona i niemal pewna, że to już moj koniec.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I co dalej????? Jestem strasznie ciekawska wiem
OdpowiedzUsuń